Ula Fiedorowicz

Peruwiańskie (nie) zaskoczenie

Styczność z nowym kontynentem, Ameryką Południową i krajem, Peru, zupełnie innym od tych, które do tej pory odwiedziłam, nie była takim zaskoczeniem, jakiego się spodziewałam. Czułam, że wszystko dookoła jest inne, nowe, ale mimo wszystko w żadnym momencie podróży nie doświadczyłam jakiegokolwiek rodzaju szoku. Podobno im więcej się widzi, tym mniej zaskakuje i pewnie to był jeden z powodów.

Kuchnia peruwiańska

Ważnym celem naszej wyprawy było jedzenie. W tym temacie trochę się rozczarowałam, choć nie mam na myśli samej peruwiańskiej kuchni, do której nie mam zarzutów. Spodziewałam się po prostu większego dostępu do ryb i owoców morza, które tak mi się przed tą wyprawą marzyły. Choć pojawiają się w menu wielu restauracji na wybrzeżu, to miałam nadzieję na odwiedzenie targu, jak ten w Salwadorze, a niestety nie spotkałam się z żadnym. Wiem, że to pewnie nie kwestia tego, że nie ma ich wcale, po prostu nie miałam szczęścia.

Transport publiczny

Bardzo pozytywnym zaskoczeniem był dla mnie transport publiczny. Pewnie nie przesadzę pisząc, że co drugi samochód w Limie jest taksówką, a niskie ceny (niekoniecznie dla miejscowych) zachęcają do korzystania z nich, co pozwala zaoszczędzić dużo czasu. Wiele razy przesiadaliśmy się z autobusów do taxi, z taxi do busów itd. i tylko raz zdarzyło się, że czekaliśmy na autobus kilkanaście minut. W reszcie przypadków trwało to od 30 sekund do 3 minut.

Międzymiastowe autobusy odchodziły co kilka, kilkanaście minut, a wysiadając zawsze można było dojrzeć kręcącego się w pobliżu taksówkarza, którego cennik nie różnił się od pozostałych.
Busy jeżdżące po mniejszych miastach wydają się również krążyć nieprzerwanie, trąbiąc, informując o celu podróży i zapełniając się szybko ludźmi. Podobnie jest z collectivo taxi, które nie ruszają, póki w samochodzie nie ma kompletu ludzi, lub zabierając pasażerów po drodze. Kierowca rozwozi według kolejności oddalonych miejsc.

Znajomość języka

Z powodu częstej potrzeby nawiązania kontaktu z miejscowymi (choćby w środkach transportu), podstawy hiszpańskiego podczas podróży do Peru są niezbędne, bo po angielsku nie załatwi się prawie nic. Spotkałam jednak osoby podróżujące samotnie, mówiące po hiszpańsku na bardzo słabym poziomie i mimo wszystko radzące sobie w podróży. W końcu czasami sam uśmiech może zdziałać wiele.

Gdzie spać

Hostel  w którym zatrzymaliśmy się w Limie, był jednym z najlepszych w jakich byłam. Nie chodzi o atrakcje i wygody, ale klimat. To był prawdziwy backpackerski hostel, w którym zatrzymują się podróżujący po Peru czy nawet całej Ameryce Południowej interesujący młodzi (i nie tylko) ludzie. Pracownicy hostelu są bardzo sympatyczni, niezwykle pomocni, a atmosfera tego miejsca jest wręcz rodzinna, nawet na urodziny pań sprzątających pojawia się tort dla gości.

Bezpieczeństwo

Przed wyjazdem przeczytałam na jednym z blogów, że kiedy poznaje się kogoś w Limie, to poza imieniem jest się pytanym, ile razy zostało się okradzionym. Kradzieże rzeczywiście są na porządku dziennym, nie tylko w Limie i Peru, ale i wielu innych miejscach Ameryki Południowej. Przez tych kilka dni poznałam ludzi, którzy stracili w Peru i Chile drogie aparaty, a nawet całe plecaki z pieniędzmi i dokumentami, ale grunt to rozwaga i ostrożność, a wtedy nic złego się nie stanie.


zdjęcia: Ula Fiedorowicz / Tekst pochodzi z bloga adamantwanderer.blogspot.com.

 

 

Podróż za podróż.
Wygraj wyprawę życia!

Pokaż najlepsze zdjęcia ze swojej podróży i podziel się
wrażeniami. Zainspiruj innych do poznawania świata!

Weź udział w konkursie

Babskie sprawy

Jak w trakcie emocjonującej wyprawy poradzić sobie w "te dni"? Poznaj zdanie ekspertów i wypróbuj niezawodną ochronę.

Zobacz poradnik
Poznaj autorki

Blogerki polecają

Jeśli marzysz o  odgłosie kąpiących się w rzece hipopotamów, kiedy popijasz kieliszek szlachetnego, czerwonego wina – to może być idealne miejsce dla ciebie.

Zobacz więcej Dobranoc w Masa Mari